ShapeShifter

ShapeShifter
by Kalla

niedziela, 4 maja 2014

Rozpoczęcie Roku

Było niedużo po szóstej kiedy drzwi mojego pokoju się otworzyły i wlazła do niego Poppy drąc się na cały dom. Patrzyłam na nią z politowaniem, jak wywala wszystkie ubrania z mojej szafy.
-Gdzie moje jeansy?-krzyczała.
-Tu ich nie ma.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Przyznaj się byłaś w moim pokoju i je zabrałaś.
-Tak, rzeczywiście. Nie miałam co robić, więc poszłam do twojego pokoju i zabrałam twoje przesłodkie różowe spodnie. A do tego jeszcze wracając wstąpiłam na księżyc.-powiedziałam.
-Mamo, Sebastian! -wykrzyczała- Lobo znowu nie chce się przyznać, że zabrałam mi spodnie!
Zanim Rose i tata przyszli, zdążyłam zobaczyć różowy kawałek materiału wystający z plecaka Poppy. W takich chwilach właśnie dziękowałam swojej wilczej naturze za wyczulony zmysł wzroku. Kiedy tata wszedł do pokoju spojrzał na mnie srogo co mnie rozśmieszyło. Rose nie wiedziała co się dzieje. Mówiła tylko Poppy coś do ucha.
-Dobra, Poppy jak wyglądały te spodnie?- Sebastian zadał pytanie.
-No, to były takie ciemnoróżowe rurki.-odpowiedziała.
-Ahh Poppy czy to są te spodnie?-podeszłam do jej plecaka i wyjęłam z niego różowe rurki.
-Tak, zupełnie nie wiem skąd one się tu wzięły.-powiedziała zdziwiona.
-Poppy następnym razem dobrze poszukaj zamiast oskarżać Lobo- to powiedziała Rosalie.
-Tak, a Lobo następnym razem będzie milsza i pomoże Ci poszukać tego czego będziesz potrzebować.- powiedział tym swoim zimnym tonem.- Dobra pośpieszcie sie, b o spóźnicie sie do szkoły. Poppy zawieziesz Lobo?
-Nie trzeba pojadę z Vicky.A tak poza tym to wynocha z mojego pokoju.
Kiedy Rose i Sebastian byli wystarczająco daleko zatrzymałam na chwilę Poppy.
-Zasada "Jeśli chcesz cos schować, to schowaj to na widoku. Na mnie nie działa, więc nigdy wiecej tego nie próbuj.
Spojrzała na mnie krzywo i bardzo szybko odeszła. Dawno nie widziałam jej tak wściekłej.
Dochodziła siódma kiedy do drzwi zadzwoniła Vicky. Szybko zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi.
-Co tak wcześnie?-zapytałam jeszcze trochę zaspana
-A chcesz się spóźnić do szkoły już pierwszego dnia?
-No nie, tylko wiesz muszę uważać. Miałam wczoraj drobny wypadek.-potemopowiedziałam jej co się stało od momentu kiedy rozstałyśmy się koło fontanny.
-Nie wierzę!-westchnęła- Ciebie potrącił samochód, a ja o niczym nie wiem?
-Dzwoniłam, ale nie odbierałaś.
-Oj, Lobo, przepraszam. Co ze mnie za przyjaciółka.
-Najlepsza!-powiedziałam.- A teraz chodź do szkoły.
Droga do samochodu wydawała mi się męczarnią. Rana znowu zaczęła boleć, a nogi się pode mną uginały. Szkoda, że nie było tu James'a. Zaraz zganiłam się za tę myśl i skupiłam się na drzwiach jeepa. Kiedy w końcu znalazłam się w samochodzie i usiadłam na miejscu pasażera odetchnęłam z ulgą. Przypomniałam sobie, że po szkole będę musiała wyprać bokserkę, którą James u mnie zostawił.
 Przed szkołą było pełno dobrze znanych mi osób. Wszyscy podchodzili do mnie i Vicky, żeby się przywitać, a my tylko odpowiadałyśmy coś w stylu "Tak, ciebie też miło widzieć". Przy wejściu do szkoły zauważyłam Gregory'ego i Will'a. Obaj siedzieli i jak zwykle się śmiali. Tym dwóm uśmiech nie schodził z twarzy. Vicky zaciągnęła mnie w ich stronę.
-O Lobo!-ucieszył się na mój widok.- I Vicky.
-Hej Gregory, a ty Will co tak siedzisz chodź się przywitać.-powiedziałam uśmiechnięta.
-Wyprzedzasz moje zamiary Lobo.-powiedział i dał się przytulić.
Wszyscy opowiadaliśmy sobie jak minęły nam wakacje. Gregory był u dziadków w Ottawie, którzy są sąsiadami mojej babci, a Will był na obozie sportowym. Kiedy słuchali naszej wakacyjnej historii z każdym naszym słowem kąciki ich ust podnosiły się coraz wyżej, aż w końcu wybuchnęli śmiechem. Z resztą co im się dziwić. Opowieść jak to ja z Hugh'em wrzuciliśmy Vicky do Tamizy była komiczna. Po jakimś czasie trochę się uspokoiliśmy i przyłapałam Gregory'ego jak mi się przygląda. Spojrzałam mu w oczy, ale on nie odwrócił wzroku tylko wręcz przeciwnie uśmiechnął się. Przewróciłam oczami i włączyłam się do konwersacji Vicky i Willa na temat ostatnich zawodów skateboardingowych.
-Mam nadzieję, że następne będą lepsze.-stwierdziła Vicky.
-Nie może być inaczej.-odpowiedział Will.-Właśnie dziewczyny może wpadniecie w sobotę do parku? Gregory będzie się ścigał z jakimś nowym z Ameryki.
-No jasne. My nigdy nie przegapimy przystojniaka z Ameryki, bo w końcu w tej szkole nie ma fajnych chłopaków.-mrugnęłam do Vicky.
-Ej!-powiedzieli jednocześnie Gregory i Will.
-To zależy czy rana Lobo sie zagoi.-wtrąciła Vicky.
-Cicho bądź!-warknęłam, ale ona się nie przejęła i mówiła dalej.
-Wczoraj wieczorem potrącił ją jakiś idiota.
-Mocno oberwałaś?-zapytał Gregory z przejeciem.
-Nie to jest jak lekie draśnięcie.
-Tak, tak...-mruknęła Vicky.
-Byłaś u lekarza? -dopytywał się dalej.
-Nie, ale to nic. Rana się niedługo zagoi. W końcu jestem wilczkiem co nie? Nie ma innej opcji.-uspokoiłam go, ale widziałąm, że chyba mi nie wierzy.
Nie długo po tym dołączył do nas Hugh, wiec temat od razu zszedł na sport. Wszyscy trzej razem grali w drużynie koszykówki. W końcu Vicky  nie wytrzymała:
-A tobie powiedziała o swoim wczorajszym incydencie?
-Nie coś się stało?-zapytał.I Vicky zaczęła mu opowiadać wszystko od początku. Myślałam, ze ta historyjka nigdy jej sie nie zmówi. A ja przeklinałam ją pod nosem, ze nie umie trzymać buzi na kłódkę.
-Serio? Nie mogłaś zadzwonić?-zdenerwował się Hugh
-Próbowałam, ale ani ty, ani Vicky nie odbieraliście!-spojrzeli na siebie dziwnie tajemniczo, ale się tym nie przejęłam, bo w brami szkoły zobaczyłam James'a. Niestety jak na złość zadzwonił dzwonek. I wszyscy musieliśmy isć na lekcję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz