ShapeShifter

ShapeShifter
by Kalla

sobota, 3 maja 2014

Rana krwawi....

Obudziłam się w jego ramionach. Lekko otworzyłam oczy, żeby powiedzieć, że jest już dobrze i może mnie postawić, ale on mnie uprzedził.
-Nie, nie postawię cię na nogi. -powiedział i spojrzał na mnie lekko. - Powiedz gdzie mieszkasz, bo jak na razie to niosłem cię do mojego domu.
-Na serio poradzę sobie sama. Jeśli masz wyrzuty sumienia, że mnie potrąciłeś to bez potrzeby.-stwierdziłam.
-No, jasne. A tak wogóle to co ty robiłaś na środku jezdni?
Zaśmiałąm się na jego pytanie.
-Długa historia.-odpowiedziałam.
-Mamy czas do mojego domu jest jeszcze dobra godzina drogi.
-Co? Jak twojego domu?- zapytałąm zdziwiona.
-No tak, bo nie chcesz powiedzieć gdzie mieszkasz.
- Crossfield Road 102- odpowiedziałam przegrana- Ale puść mnie na nogi.
-Nie, bo mi się jeszcze przekręcisz.
-Mogę zaryzykować. -kiedy to powiedziałam spojrzałam ukradkiem na swój brzuch i koszulę chłopaka. Całe moje ubranie było we krwi. Nic dziwnego, że to mnie takbardzo boli. Jak to ojciec zobaczy to mnie zabije, że szłam sama zamiast poprosić o podwózkę Vicky.
-Jestem James.- przedstawił się chłopak.
-A ja Lobo.
-Lobo? Fajnie- kąciki jego ust się lekko uniosły.- To znaczy wilk?
-Tak.
-Skąd ten pomysłna imię?- zapytał
-Kiedyoni ssobie wymyślali imiona ja spałam, więc raczej nie wiem czemu.
-Nie zapytałąś nigdy mamy?- zdziwiłsię.
-Pytałam, tylko nie umiała mi odpowiedzieć.-popatrzył na mnie jeszcze bardziej zdziwiony. - Ona nie żyje.
-O kurde, przepraszam.
-Nie masz za co to nie ty ją zabiłeś.- odpowiedziałam.
Przez następne dwadzieścia minut szliśmy w milczeniu, ale nagle zdałam sobie sprawę, że dawnomusieliśmy minąć mój dom. I on o tym wiedział.
-Puść mnie!-krzyknęłam.
-Zamknął oczy, jakby z bólu, ale nie puscił.- Serio wynoszenie dziewczyn do lasu, które się wcześniej potrąciło nie jest fajne.
-Zaniosę Cię do kogoś kto pomoże.-odpowiedział.
To mnie trochę zaniepokoiło, wiec spróbowałam się przemienić. Niestety znowu utknęłam w fazie przejściowej, bo byłam za słaba. Straciłam mnóstwo krwi. Ale przynajmniej mogłam chodzić o własnych siłach.
-Wiedziałem, że nie jesteś człowiekiem, ale zmiennokształtną? Naprawdę?- powiedział zawiedziony.
-No widzisz. Nie wiem kim ty jesteś, ale nie obchodzi mnie to. Idę do domu.-oznajmiłam i go minęłam.
-Poczekaj!-krzyknął za mną. Nie chciałam się zatrzymywać, ale to zrobiłam. Dogonił mnie zanim zdążyłam coś odpowiedzieć- Chociaż odeskortuje Cię do domu.
-Jeśli się boisz, że powiem, że ktoś mnie potrącił samochodem i w dodatku ten ktos potem chciał mnie wynieść do lasu, a ja mu na to rawie pozwoliłam, to się mylisz. Nic nie powiem, spokojnie.-uspokoiłam go.
-Nie o to mi chodziło.-odpowiedział- Po prostu wolę przypilnować, żebyś dotarła do domu. Nie chcę później czytać w gazetach, że znaleziono jakąś dziewczynę, która wykrwawiła się na śmierć kiedy wracała z domu.
Nic mu nie odpowiedziałąm tylko ruszyłam dalej. Po jakimś czasie dotknęłam lekko rany na brzuchu.Dopiero potem tego żałowałam, bo krew z każdą sekundą ciekła coraz bardziej. W pewnym momencie poczyłam, że ktoś podtrzymuje mnie za ramię. James. Ściągnął bokserkę i obwiązał mi ją na brzuchu, tak aby zatamować krwawienie. Skinęłam mu lekko głoą w podziękowaniu i poczułam jak się osuwam na ziemię, oczywiscie James mnie złapał i poczułam jak znów mnie niesie. Miałam ochotę mu podziękować, ae stwierdziłam, że to by było tylko marnowanie energii. Znowu zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. To był tata. Zastanawiałam się co on tu robi, ale zanim się go zapytałam zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. James musiał mnie przynieść do domu. Na tę myśl uśmiechnęłam się pod nosem.
-No widzę, że już ci lepiej. -powiedział do mnie zupełnie innym tonem niż rano. -James czeka na dole pytał się, czy moze cię zobaczyć. A ja postanowiłem, że zapytam ciebie. Hmmm?
-Niech robi co chce.
-To ja po niego pójdę.-oznajmił tata i zostawił tylko lekko uchylone drzwi przeez, które wlatywało niewiele światła.
Pięć minut później James wparował do mojego pokoju bez pukania.
-Tak, możesz wejsć-powiedziałam z sarkazmem w głosie.
-Lepiej ci?-zapytał
-Co tu robisz?-odpowiedziałąm pytaniem na pytanie.
-Pierwszy zapytałem.-uśmiechnął się zwyciesko.
-Tak. O, kurdw nadal mam twoją bokserkę.
-Nie odwiazuj jej, bo rana znów się otworzy.- stwierdził.
-Dzięki.
-A czy dziękowanie mi nie jest marnowaniem energii?-zapytał z ironią.
-Anioł czy Demon?
-Anioł.-odpowiedział.
-Tak myślałam.-prychnęłam.-I na przyszłość, która mam nadzieję nie nadejdzie, nie czytaj w moich myślach.
-Dobrze wilczku. -odpowiedział i wyszedł.
Miałam ochotę rzucić w niego poduszką, ale się powstrzymałam i schowałam twarz w dłoniach. Przyłapałm siebie na płaczu i szybko wzięłam się w garść. "Wilki nie płaczą."-pomyślałąm. Zadzwoniłam do Vicky, ale zgłosiła się poczta. Hugh też nie odbierał, pewnie już spał. Spojrzałam przez okno na miasto ismutno pomyślałam, że najlepsze wakacje właśnie się skończyły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz