Nareszcie nadeszła przerwa na lunch. Wszyscy udalismy sie na stołówkę. Niestety nie było z nami Shane'a, bo on najpierw musiał omówic coś z James'em.Usiedliśmy przy stoliku, który znajdował się najblizej okna, żeby mieć dobry widok. Dzisiaj Samanta -nasz nowa kucharka- ugotowała mój ulubiony obiad. Tacos! Zjadłam już swoją porcję i chciałam jeszcze podkraść coś Gregory'emu gdy zobaczyłam cień na naszym stoliku. Bez pośpiechu obróciłam głowę i zobaczyłam Alice, Claire i Poppy, trzy najgorsze "wiedźmy" w całej szkole,-chociaż tak naprawdę tylkojedna jest wiedźmą-które obserwowały nas z wrednymi uśmieszkami.
-Czego?
-Przyszłyśmy się napatrzeć jak się napychasz tym tłustym Tacos i wyobrazić sobie ciebie w przyszłości kiedy nie możesz przejść przez drzwi, wiec idziesz po kolejne taco.
-Ona nie skończy tak jka ty.-wtrąciła Victoria, a Alice zrobiła urażoną miną.
-Czy ty ją porównałaś...ze mną, Victorio?
-Nie śmiałabym, to by ją obraziło, a jest moją przyjaciółką.-odparowała jej.
-To skoro jest twoją przyjaciółką to może powiesz jej co sie działo, podczas gdy ona prawie nie została przejechana?
-Zamknij się!-wycedził przez zęby Hugh.
-Właśnie zamknij się i odejdź, bo przy widoku twojej gęby robi mi się nie dobrze.-stwierdziłam.
-Hmm, a co tam u Michaela?-To był cios poniżej pasa. Jednak ja rzadko płakałam, częściej rządziła mną złość. A teraz byłam naprawdę wściekła, a to było niebezpieczne dla całej szkoły. Przyjaciele próbowali mnie uspokoić, ale było za późno. Szyba pękła i szkło rozsypało się po całej sali. Wszyscy padli na podłogę oprócz mnie, dopóki ktoś nie rzucił się na mnie i nie przygniótł mnie do podłogi. Na początku próbowałam sie bronić, ale zrozumiałam, że on mnie osłania przed szkłem. Zastanawiałam sie kto to, gdy on -,bo to był chłopak- podniósł sie z ziemi i pomógł mi wstać. Był ode mnie wyższy o głowę, ale i tak rozpoznałam w nim Queen'a. Złapał mnie za rękę, lecz ja niestety nie zaszłam daleko, bo skręciłam sobie kostkę, a poza tym miałam na sobie mnóstwo ran od szkła. Szybko wziął mnie na ręce i zaniósł do schowka woźnego.
-Żyjesz?
-Tak-odpowiedziałam i po chwili zastanowienia dodałam- dziękuję.
-To już chyba moje hobby. Ratowanie cię.-kącik jego ust się lekko uniósł.
-Ratowanie mnie jest ciekawym zajęciem?
-Aż za bardzo, chociaż wolałbym, gdybyś była ostrożniejsza, a teraz chodź trzeba cię stąd wyciągnąć.
Znowu wziął mnie na ręce, chociaż teraz delikatniej, a ja oparłam głowę na jego twardym torsie. W stołówce było zupełnie pusto, a wszędzie było szkło. Mocniej wtuliłam się w niego i spojrzałam ukosem na wyraz jego twarzy. Uśmiechał się. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że się boję. Ale nie kary za to co zrobiłam, tylko tego, że zostałam z nim sam na sam.